Chopin i S-ka

Chopin i S-ka

XVII Międzynarodowy Konkurs Chopinowski wywołał lawinę komentarzy w Internecie, pełnych wyszukanych przenośni i porównań. Weźmy kilka przykładów:

Genialne wykonanie, migotliwe jak woda w słońcu. W życiu czegoś takiego nie słyszałem! Tylko Iks potrafi wydobyć z fortepianu tyle złota! Ach, dlaczego zawsze płaczę przy Larghetto? Tylko Polak potrafi grać mazurki, wiadoma sprawa! Utonęłam duszą w Sonacie. Wielka poetka fortepianu. Cóż za uduchowiona twarz! Wygląda zjawiskowo w tej białej kreacji – pierwsze miejsce murowane! Zet to istny geniusz itd.

Jak to możliwe, że tyle namiętności do muzyki Chopina wzbudza impreza o charakterze hybrydowym: artystyczno-sportowym i muzyczno-biznesowym? Jak bardzo można dać się zwieść pozorom? W końcu Konkurs to nie reality show, przecież to pisali ludzie wyrobieni i myślący?

Ja też oglądałem, słuchałem, od czasu do czasu nawet podziwiałem, nie przeczę, ale… hm, sam nie wiem…

Konkurs Chopinowski to, wiadomo, prawie stuletnia tradycja, reklama Polski, szansa dla młodych zdolnych pianistów – no i muzyka Chopina, oczywiście. Poziom uczestników – w tym roku niezwykle wysoki. I tak wyrównany, że kolejność laureatów mogła równie dobrze ustalić maszyna do losowania. Zwycięzca – jury dobrze wybrało! – 21-letni Koreańczyk Seong-Jin Chin, grał z podziwu godną precyzją. A jego wykonania? Pełne młodzieńczej werwy, doskonale wyważone, nienaganne w każdym calu. Cóż chcieć więcej?

Zgoda – tylko, że ja, szczerze mówiąc, nie znoszę konkursów, na których młody artysta, a właściwie student w klasie Pani Profesor czy Pana Profesora, gra tak, jak każe tradycja, albo raczej tzw. styl chopinowski, cokolwiek to znaczy. A jeśli mu się pomyli produkcja (jak mówią niektórzy polscy pedagodzy) z recitalem, a konkurs z festiwalem, i puści wodze wyobraźni, zagra odważnie, nieszablonowo, ze swobodą duchową artysty – nie wygra, choćby nawet był geniuszem.

Sęk jednak w tym, że wszyscy uczestnicy chcą wygrać i podpisać kontrakt ze słynną wytwórnią płytową. I chcąc się sprzedać na rynku, a ściślej: przedstawić najlepszą ofertę w przetargu na nagrywanie utworów muzyki klasycznej, większość z nich oddaje się chętnie w niewolę stylu chopinowskiego, grając ostrożnie i bezpiecznie, tak żeby się nie pomylić, nie zboczyć z utartego szlaku. Czy można im się dziwić? A ponieważ mogą grać tylko Chopina, bo organizatorzy nie chcą włączyć do programu utworów innych kompozytorów, żeby nie spowodować, jak to określają, obniżenia rangi imprezy, Konkurs jest przeraźliwie monotonny.

I chociaż lubię koncert e-moll (który był wykonywany w finale siedem razy z rzędu) i koncert f-moll (zagrał go tylko jeden z dziesięciu finalistów, bo, jak mówią pianiści, f-mollem nie wygrywa się Konkursu), to jednak wolałbym ich słuchać na przemian z utworami Bacha, Beethovena, Ravela, Prokofiewa, Szymanowskiego itd.

Ale bądźmy realistami. Organizatorzy już od prawie stu lat propagują wyłącznie Polskę i Chopina, i podejrzewam, że to się nie zmieni. A poza tym, bądźmy wyrozumiali. Bo, jeśli rozważyć rzecz na zimno, to czy warto zawracać sobie głowę zmianami, czyli ciężkimi wyzwaniami i trudnymi do przewidzenia problemami? albo innymi kompozytorami?

Po co komu dodatkowa robota?

 

© Krzysztof Mąkosa

komentarz

( 1 )

  1. / ReplyEvangeline Mulder
    I was curious if you ever considered changing the page layout of your website? Its very well written; I love what youve got to say. But maybe you could a little more in the way of content so people could connect with it better. Youve got an awful lot of text for only having 1 or two images. Maybe you could space it out better?

Leave a reply

Your email address will not be published.